Rozdział 30 Sosnowa igła


Grześ rozmawiał z panem Markiem, gdy zauważył przebiegającą obok Monikę. Mrówka niosła coś długiego, zielonego i zakończonego równie ostro jak kolce pana Pankracego.

– Cześć Monika. – Odezwał się. – Co to jest?

– Witaj Grzesiu. To igła z drzewa, a dokładniej z sosny.

– Skąd ją niesiesz?

– Z lasu. – Padła odpowiedź.

Monika położyła igłę i przysiadła koło nich.

– To las jest tutaj blisko? – Zdziwił się wąż.

– Tak, nasza łąka położona jest na skraju lasu. Chętnie bym się tam kiedyś wybrał. Poproszę tatę może mnie kiedyś zabierze tak jak na nocną wyprawę. Poznaliśmy wtedy ćmę Eryka.

– Wybierz się koniecznie Grzesiu, tylko pamiętaj by nie iść tam samemu a z kimś starszym. Tata będzie zdecydowanie najlepszym towarzystwem na taką wyprawę.

– Tak, Monika, będę pamiętał. Mogę obejrzeć twoją igłę?

– Oczywiście Grzesiu.

Pająk Marek nie odzywał się i tylko uśmiechał się słuchając rozmowy zwierzątek. Podobało mu się, jak wąż oglądał igłę na wszystkie strony a następnie wciągnął noskiem jej zapach. Tak mu się on spodobał, że jeszcze raz ją powąchał, ale tym razem z bliższej odległości.

– Auć! – Zawołał, kiedy nieopatrznie ukłuł się noskiem w czubek igły.

– Ostre to. – Powiedział.

– Tak igły mają ostre czubki. Grzesiu, ja już muszę iść zanieść igłę do mrowiska. Dziękuję za chwilę odpoczynku. – Powiedziała Monika i pobiegła przed siebie w stronę mrowiska.

– Wiedział pan, że igły mają takie ostre zakończenia? – Zapytał pająka.

– Tak wiedziałem. I podoba mi się to co zobaczyłem.

– Czyli co? – Zdziwił się wąż.

– Wykorzystujesz każdą okazję, żeby dowiedzieć się czegoś nowego. W dodatku jesteś bardzo życzliwy i dlatego inni chętnie dzielą się z tobą swoją wiedzą.

– Jak mam nie korzystać skoro to wszystko jest takie ciekawe? – Uśmiechnął się Grześ i powiedział – dziękuję panu za rozmowę. Też będę się zbierał, rodzice na mnie czekają. Poproszę tatusia, żeby zabrał mnie do lasu.

– Tak wybierzcie się tam koniecznie. Do zobaczenia wkrótce. – Z uśmiechem pożegnał się pająk.

Następnie uniósł się na gałąź krzewu skąd obserwował pełznącego do domu węża.

– Sympatyczne dziecię. – Powiedział sam do siebie. – Mogą rodzice być dumni z takiego malca.

– Mamo, tato… – Zawołał Grześ wpełzając do norki. – Rozmawiałem z panem Markiem i Moniką o lesie. Dowiedziałem się, że nasza łąka leży na skraju lasu. Tato, zabierzesz mnie tam na wyprawę?

– Tak bardzo spodobała ci się nasza poprzednia wyprawa, że masz ochotę na kolejną? – Spytał tata.

– O tak, nocą łąka wygląda zupełnie inaczej niż w dzień. – przypomniał sobie. – Kiedy pójdziemy na spacer do lasu?

Tatuś popatrzył na mamusię i odpowiedział:

– Może jutro?

– Tak szybko? Bardzo się cieszę. – Powiedział Grześ. – Dziękuję.

– To idź odpocząć, żebyś jutro miał dużo siły na spacer.

– Dobrze mamusiu. – Zachwycony pomysłem wężyk grzecznie udał się na spoczynek.

Tej nocy śniło mu się, że wędruje w świetle księżyca razem z Mańkiem i oglądają jak inaczej wygląda świat w półmroku.